niezły wycisk w pracy spowodował że zabrakło sił dla roweru nowe koło dla limuzynki stoi koło biurka i uśmiecha się zółtymi napisami na czarnym tle, zastanawiając sie po cholere ten facet mnie kupił, pewnie stojak na gazety ze mnie zrobi pierwsze koty za płoty na nowym stanowisku, pokazały że wszędzie dobrze gdzie nas nie ma frycowe trzeba było też zapłacić nowy gabinecik nabiera kształtu
było już ciemno gdy opuszczałem swego chlebodawce szosa zaśnieżona i wciąż sypało nie ma co na niej szukać , chyba że guza a więc porannym szlakiem dżwirzyńskiego lasu śnieg zasypał poranny ślad, zwierzaki też sie pochowały i tropu nie dały w miarę sprawnie singletrakiem na szerszej leśnej drodze , gdzie wcześniej rządziły ciagniki , kierownica chodziła z jednej strony na drugę chciałem przetrzeć okulary i puściłem jedną rękę to była chwiiiilaaaaaa dupnąłem identycznie jak przed kilku dniami , idealnie na obolałe biodro auuuuuuuu rozległo sie po lesie , aż sarny pouciekały w dalszej drodze napotkałem z naprzeciwka quada ucieszyłem sie bo fajny ślad robił ale to była podpucha quad ma rozstaw osi mniejszy od ciągnika i jego trop był idealnie na krawędzi trakru po ciągnikach wciąż sie obsuwałem w zapadliny w mieście na chodnikach jak po grudzie i obolałe biodro dostało kolejna porcje klapsów , ciężko
ślisko śnieżnie wymiana baterii w reflektorku dźwirzyński las w blasku lampy , brak czołówki odczuwalny traktem znanym na pamięć, po świeżym śniegu ozdobionym tropem małego zwierzaka ochrona nie otworzyła jeszcze bramy do lasu i musiałem firme objechać dookoła
patrząc przez okno, świadomość lenia mówiła brrrrrrr przymuszony pracoholizmem ruszam w drogę nader przyjemnie: -1*, silny wiatr w plecy drogi świeżo posypane środkami , ale nie zdążyły jeszcze się rozpuścić wiec lepiej jechać po chodniku wysypanym piachem mija mnie kolumna motocyklistów zmierzająca do Centrum Owsiakowej Imprezy, nagle jeden z nich wpada w poślizg i z hukiem przyglebia ślisko na jezdni, mój siniak na udzie, kilka dni temu zdobyty, nie chce mieć kolegi nareszcie koniec miasta i las dojazd do zjazdu na plaże bez śladów bikerów plaża zrujnowana , pojedziemy lasem pojawił sie świeży ślad bikera , tylko w którym kierunku jechał będzie co gonić , czy jechał z przeciwka? kolejny wejscie na plaże, nie chcąc tarabanić sie z pancerną limuzynką na szczyt widmy beztrosko kłade rower tak jak sie zatrzymał , na szlaku to był moment kiedy pojawił sie z tyłu ścigant z KTC a chcąc wyminąc zawalidrogę wjechał w rozpadline pod śniegiem i delikatnie sie w nim połozył nie zdążył sie wypiąć mea culpa , mea culpa mea maxima culpa w dźwirzyńskim lesie trwał trening chłopców z KTC i co chwila jakis ścigant mnie wyprzedzał powrót z pracy tradycyjnie w blasku migających lampek lecz już po czarnej szosie ale w silnym przeciwnym wietrze