juz mam dość dojazdów do pracy busem zimno na przystanku , stres czy w ogóle bus zechce przyjechać , w pracy pojawiałem sie zmeczony drogi obeschły wiec dzis specjalnie do firmy busem po rower dzisiejsza jazda nie sprawiła większej radochy, profilaktycznie obniżyłem siodełko , zapomniałem o pampersie , więc komfort jazdy do kitu
widok dwóch bikerów z perspektywy fotelu samochodowego imponujący wariaci w cienkich kurteczkach spacerkiem miedzy autami " no i patrz pan jak ci debile sie wciskają jakby chodnika nie mieli , tylko gaz docisnąc i nauczyc ich gdzie jest ich miejsce " Ależ pecha miał "złotówa", nie wiedząc do kogo mówi bardzo "lubię " taryfiarzy otrzymał swoja porcje wykładu na temat stosunków "pedałów" z "samochujami". rozstaliśmy sie w atmosferze wzajemnego zrozumienia. on rozumiał siebie , a ja jego też nie
do Dźwirzyna w drobniutkim śniegu, więc jak tu nie zjechać na plażę podmarznięty piach przysypany białym całunem szum fal i pokrzykiwania mew romantico pełną gębą
meteo straszy zimą , więc czas zimowy rower wpuścić do gry powrót do domu o północy ciężka limuzynka na szerokich terenowych oponach dzielnie szła przez błoto na szosie, lecz kiedy wyjechaliśmy z lasu nagle zaskoczyła mnie zaproszeniem do walca i wywinęła pirueta prawie 180* . znamy sie z Panią Gołolecią , kilka razy nam już koła podcinała , dzis sie nie daliśmy zaskoczyc i hyc na leśną dróżke
coraz lepiej poruszam się po charzyńskich chaszczach pozostał do zdobycia jeden zjazd lecz po ostatnim treningu chłopaków, zjazd okazał się pożeraczem wytrawniejszych ode mnie, więc niech sobie poczeka na innych szaleńców
z górki i pod górkę, a błoto jest śliskie. bardzo miła miejscówka. znalazłem włoski suport maszynowy, więc niedługo lowelek nabierze znów wigoru. tymczasem limuzynka coraz śmielej wygląda ze swej kryjówki, kusząc tłustymi oponami ze szczerzącymi się zębami bieżnika, pogryzłaby z przyjemnością charzyńską ściółkę.
nie dało sie samotnie objechać spokojnie trasy w charzyńskim lesie . kiedy dojechałem las szumiał odgłosem łacuchów , uderzeń kół po hopkach , i nawoływaniami bikersów smutek w drodze powrotnej , zatarło sie łozysko suportu jutro lowelek do pana doktora