pracoholiczne szaleństwo
Niedziela, 10 stycznia 2010
· Komentarze(2)
Kategoria pracowo
patrząc przez okno, świadomość lenia mówiła brrrrrrr
przymuszony pracoholizmem ruszam w drogę
nader przyjemnie: -1*, silny wiatr w plecy
drogi świeżo posypane środkami , ale nie zdążyły jeszcze się rozpuścić wiec lepiej jechać po chodniku wysypanym piachem
mija mnie kolumna motocyklistów zmierzająca do Centrum Owsiakowej Imprezy, nagle jeden z nich wpada w poślizg i z hukiem przyglebia
ślisko na jezdni, mój siniak na udzie, kilka dni temu zdobyty, nie chce mieć kolegi
nareszcie koniec miasta i las
dojazd do zjazdu na plaże bez śladów bikerów
plaża zrujnowana , pojedziemy lasem
pojawił sie świeży ślad bikera , tylko w którym kierunku jechał
będzie co gonić , czy jechał z przeciwka?
kolejny wejscie na plaże, nie chcąc tarabanić sie z pancerną limuzynką na szczyt widmy beztrosko kłade rower tak jak sie zatrzymał , na szlaku
to był moment kiedy pojawił sie z tyłu ścigant z KTC a chcąc wyminąc zawalidrogę wjechał w rozpadline pod śniegiem i delikatnie sie w nim połozył
nie zdążył sie wypiąć
mea culpa , mea culpa mea maxima culpa
w dźwirzyńskim lesie trwał trening chłopców z KTC i co chwila jakis ścigant mnie wyprzedzał
powrót z pracy tradycyjnie w blasku migających lampek lecz już po czarnej szosie ale w silnym przeciwnym wietrze
ha i 200km w styczniu padło
przymuszony pracoholizmem ruszam w drogę
nader przyjemnie: -1*, silny wiatr w plecy
drogi świeżo posypane środkami , ale nie zdążyły jeszcze się rozpuścić wiec lepiej jechać po chodniku wysypanym piachem
mija mnie kolumna motocyklistów zmierzająca do Centrum Owsiakowej Imprezy, nagle jeden z nich wpada w poślizg i z hukiem przyglebia
ślisko na jezdni, mój siniak na udzie, kilka dni temu zdobyty, nie chce mieć kolegi
nareszcie koniec miasta i las
dojazd do zjazdu na plaże bez śladów bikerów
plaża zrujnowana , pojedziemy lasem
pojawił sie świeży ślad bikera , tylko w którym kierunku jechał
będzie co gonić , czy jechał z przeciwka?
kolejny wejscie na plaże, nie chcąc tarabanić sie z pancerną limuzynką na szczyt widmy beztrosko kłade rower tak jak sie zatrzymał , na szlaku
to był moment kiedy pojawił sie z tyłu ścigant z KTC a chcąc wyminąc zawalidrogę wjechał w rozpadline pod śniegiem i delikatnie sie w nim połozył
nie zdążył sie wypiąć
mea culpa , mea culpa mea maxima culpa
w dźwirzyńskim lesie trwał trening chłopców z KTC i co chwila jakis ścigant mnie wyprzedzał
powrót z pracy tradycyjnie w blasku migających lampek lecz już po czarnej szosie ale w silnym przeciwnym wietrze
ha i 200km w styczniu padło

