za półtora tygodnia kołobrzeski maraton szosowy po kilku eskapadach ponad 100km, dystans 80km przestał mnie interesować przepisałem sie więc na 150km, 30zł wkupne, dwa punkty żywieniowe na trasie i ognicho w towarzystwie cykloholików różnej maści, o medalu pamiątkowym nie wspomnę, dzisiaj ruszyłem oblukać traske po raz pierwszy zakręcając sie w powiat świdwiński przez Zieleniewo jak nigdy ścieżką rowerową (Bozia czuwa - na końcu Zieleniewa chłopcy radarowcy sie czaili za swoim śmietnikiem) potem standardowa trasa kołobrzeskich cyklistów: charzyno siemyśl rymań odcinek z rymania na powalice , mysłowice, słowieńsko, jastrzębniki niezwykle urokliwy i cudownej gładzi asfaltowej w jastrzębnikach zatrzymał mnie bruk ( nie chciało mi sie telepac po kamulcach ) zadzwoniłem do dom by małżowinka miała pojęcie gdzie mnie po świecie nosi a potem dojechawszy do drogi świdwin - k-g postanowiłem wrócić do tęskniącej bidon zamieniłem na 1,5l butlę wody zużyłem 3l wody , 2 batoniki Pawełki i 10 gum do żucia było bardzo sympatycznie
Latem, podkołobrzeskie drogi zamieniają się w szumiące potoki stali, kurzu, spalin. Wśród tej lawiny pomykam do pracy, w prażącym słońcu. Wyprzedzające mnie bryki co i rusz zasysają w swoje tunele aero, więc bawię sie z nimi w kotka i myszke. Częściej przeglądam sie w lusterku , niż patrzę przed siebie. Przecież nie dałem ogłoszenia: " Garaż w dupie wynajmę " Wracając z mojej ukochanej Tyrlandii, w blasku księżyca i reflektorów, niezmiennie płynącej wciąż stalowej lawiny, nie zwróciłem uwagi że nie świecą słupy przy drodze, a moja lampka pozycyjna, antypolicyjna nie oświetli drogi należycie, więc kiedy nagle urwał się sznur aut zostałem w ciemnościach rozpaczliwie szukając gdzie jest asfalt. przy 30 kilku km na czas wrażenie ekstremalne. Tyle miesięcy jeżdżę na tej trasie więc na szczęście udało mi sie zdać egzamin z jazdy z zawiązanymi oczami . Do domu już nie żałowałem baterii w moim reflektorku