kto drogi kombinuje ten w bagnie wyląduje

Sobota, 12 września 2009 · Komentarze(2)
Kategoria ponad 100, relaksowo
białogard, pustkowo, nosowo, kraśnik koszaliński, wierzchomino, dobrzyca, śmiechowo, gąski, ustronie morskie, sianożęty, kołobrzeg

musze porozmawiać z moim lowelkiem, z Białogardu wywiózł mnie kolejnym niezbadanym przez niego wyjazdem i w efekcie obraliśmy kierunek bardziej na koszalin niż kołobrzeg, po 20km udało mi sie go przekonać abyśmy mogli obrac azymut na dom
lowelek wynegocjował wizytę pod latarnią morską w gąskach więc po osiągnięciu porozumienia przy wjeździe na droge nr 6 zaplanowaliśmy jazde do kraśnika koszalińskiego by w kierunku drogi nr 11 przebić sie polną drogą do wierzchomina, szosowa oponka przedniego koła zapragnęla sie bawić w piasku i kilka razy zarzucało, wjechaliśmy na ściernisko , a że było z górki wiec rączo rwaliśmy w kierunku lasu . nisko niżej , niżej aż ... okazało sie że droga w lesie zalana, pobocze wyglądało solidnie i tak było na początku. chodzenie po bagnie jest wciągające wiec i koła zaczęly sie wciągać do nowego środowiska, kiedy im sie znudziło dały znać że teraz one na jurasku pojadą . jakaz radośc moja była kiedy na drzewie ślad szlaku rowerowego zobaczyłem
jedno powiem : po wyjściu z bagiennego lasu kocie łby w wiosce są jak oaza na pustyni
premią za włożony trud były dożynki w Dobrzycy , strażacy galowo w lsniących hełmach, dziewczyny w ludowych strojach zarzucające falbanami spódnic i piękne morenowe wzgórza, krótkie podjazdy i strome zjazdy
dojechałem tak do latarni morskiej będącej Mekką dookólnych rowerzystów z kołobrzegu i z koszalina , ale na ustawkę tych ziomali sie spóźniłem więc obrałem azymut na dom
półtora litrowa butelka Jantara (lokalne paliwo bikerów ) sie kończyła, w Podczelu nabyłem za 2.20 krople beskidu
przysiadłem na ławeczce i chusteczkami higienicznymi oraz beskidzkim napojem doprowadziłem lowelek do porządku
dziwnie wyglądał facet na ławeczce, czyszczący wodą mineralną i chusteczkami higienicznymi swego rumaka
w kosmetyce lowelka towarzyszył mi biegacz , który przysiadł dla złapania oddechu i uraczył mnie opowieścią o swoim rowerze z dospawaną taczką do zbierania końskich odchodów w stadninie
butelka nie była z tych co wchodzą do koszyka na bidon więc resztę wody wlałem w siebie i ruszyliśmy do domu

Komentarze (2)

mordując sie z błotem , właśnie o drwalach myślałem , że może w poniedziałek albo wtorek mnie w lesie znajdą

jurasek 09:11 niedziela, 13 września 2009

czytając o kocich łbach jak oaza - zaraz mi sie ta Ukraina nasuwa:)
To co nazywalismy tam drogą kiepską jakoś szybko zamieniało się w drogę super...
po przejechaniu a raczej przepchaniu rowerów najpierw jakimiś niewyobrażalnymi wądołami z błotem, a potem kilka kilometrów strumieniem (wedle mapy tam była droga przejezdna dla samochodów hehehhe) skłonni bylismy uznać najokropniejszą drogę za super wypas
ale żeby nie było, samochody tam jezdziły, takie wielkie maszyny drwali o kołach wiekszych od naszych rowerów dawały rade:D
pozdrowienia!
tatanka

tatanka 18:18 sobota, 12 września 2009
Wpisz cztery pierwsze znaki ze słowa iataz

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]