ktoś gdzieś kiedyś napisał "Napęd był tak twardy, ze po 20 km bolały mnie stopy. Po prostu było zero amortyzacji zwiazanej z wyciaganiem sie łańcucha podczas pedałowania."
najpierw powoli bo nie znali wyjazdu z miasta więc jurasek śmignął ( a miał turystycznie jechać ) potem juraska dopadli i ciągnęli ten pociąg już razem aż sie rozpadł na kawałki . TAdek 151 z juraskiem 152 ciągli dalej do popasu potem dopadł nas kolega tadka na szosówce z innymi gamoniami i zaczęła sie rzeźnia na 110 km jurasekowi wyłączył sie dopływ paliwa i mus było stanąć najeść sie odetchnąć , samotnie wlókł sie aż nadjechało dwoćh a ten jeden nie chciał wyjśc na wmordewind zza pleców kolegów i tak jechali aż jurasek znów opadł z sił celem imprezy było przełamanie sie na dzystansie powyżej 150 km , szkoda że włączyła sie rywalizacja i w fatalnym stanie dojechałem do mety ale czas poniżej 6 godzin daje satysfakcje
szczególnie mi sie podobało kilka podjazdów na których 10-12km/h licznik pokazywał jak je ujrzałem przed sobą to tylko jęknąłem , ale nie wypadało przed towarzyszami podróży siąść i płakać
dzięki , to między innymi i Twoja "wina", że odpaliło mi pod kopułą, pozdrawiam
okazało sie przy wieczornym piwku, że moja lokomotywa jest o 11 lat starszy ode mnie, szacunek mój wzbudził kolarz bez nogi, podawał protezą oraz drugi gość bez obu dłoni ,kierownicę miał jak podpórki pod lemondkę oburzenie zas wzbudził facet wiozący sie całą trase na plecach współuczestników to że wióżł sie, jestem w stanie rozumieć , ale że potem tym sie chełpił przy zupce zamiast podziękować kolegom za "opiekę " to uważam za nietakt, ale pies z nim tańczył , było zajefajnie i to sie liczy